Archive | Ogólne RSS for this section

A propo ACTA/SOPA/PIPA

Internetowe akcje protestacyjne (nie mylić z Anonymous) są warte mniej więcej tyle co założenie “Solidarności” w Simsach. No sami powiedzcie – jaki wpływ na życie może mieć wirtualny protest?

2011/2012

Miało być spokojnie. Było, lecz z przebojami. Miało być nudnie. Było nader ciekawie. Zaczęło się od Jengi, zakończyło na interwencji policji. Miałem również być pijany. Kac nie nadszedł, a próba bicia alkoholowego rekordu skończyła się na dwóch i 1/3 piwa. Tak można skrócić sylwestra 2011/2012.

Impreza sylwestrowa była idealnym podsumowaniem roku 2011. Wszystko było nie tak jak powinno. Wszystko było dokładnie tak jak być powinno.

Jakkolwiek to brzmi pozornie banalna impreza była bardzo udana. Nowy rok przywitaliśmy śpiewająco pogując na plaży. Oby tak dalej!

Przepis na utrzymanie popularności zespołu

Od wielu lat czytuję komentarze pod materiałami wideo. Można powiedzieć, że robię to prawie profesjonalnie (wraz z całą otoczką rytuału przystąpienia do czytania komentarzy).
Przez te wszystkie lata czytania tych komentarzy wytworzyła mi się jedna rada dla zespołów: nigdy, przenigdy nie zmieniajcie wokalistów.

Nigdy.

Nawet jeśli nowotwór zniszczy mu krtań.
Nawet jeśli alkohol sprawi, że struny głosowe nie wrócą do dawnej kondycji.
Nawet jeśli umrze (pozostaje wybór – grać bez wokalu, lub wskrzesić).

Nie wolno zmieniać wokalistów. Jeśli tak się zrobi to traci się starą gwardię fanów, a nowych już nie będzie za wielu, bo się naczytają że dawniej było lepiej.

Jelonek

(fot. kochanfoto.pl)

W Polsce znalazł się artysta (a konkretnie skrzypek), który sprzedał duszę diabłu. Ów artysta postanowił nagrać album w klimatach około-rockowo-punkowo-klasycznych. Wyszło takie coś, co jakoś nie powalało.

Zaczęło powalać podczas koncertów. Okazuje się, że Jelonek to nie tylko muzyka. To małe przedstawienie, którego wodzirejem jest facet z ogniem w oczach. Jelonek potrafi nawiązać niesamowity kontakt z publicznością, co więcej potrafi sprawić aby każdy koncert był konkretnym napierdalaniem. Tak, napierdalaniem. Pogo to już troszkę za mało. Jelonek chętnie rozkręca ściany śmierci, lub młyny (czyli rzeczy, które dawniej wzbudzały me oburzenie). Tu jednak przekonałem się, że pomimo agresywności owych układów ludzie potrafią o siebie zadbać.

Jelonek (wraz z całą jego niesamowitą świtą) jest dla mnie fenomenem. Mowa tutaj o muzyku, który wydał przeciętny album, a dopiero na koncertach widać cały jego potencjał. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest to artysta, którego koncerty są zdecydowanie lepsze niż studyjne nagrania.

Na tą ocenę wpływa wiele rzeczy. Niesamowita charyzma samego Jelonka, oraz jego zespół sprawiają, że każdy zagrany utwór jest czymś więcej niż tylko nagraniem. Mamy do czynienia z najbardziej porąbaną podróżą muzyczną, wymieszaną błyszczącym mrokiem, wesołymi pomrukami, oraz co najważniejsze – dawką porządnego pałera.

Co tu więcej pisać – czekam na kolejny koncert, z którego pewnie wrócę cały w siniakach.

1{10}

Dnia jedenastego listopada roku pańskiego dwa tysiące jedenastego o godzinie jedenastej jedenaście, w jedenastej sekundzie wydarzyło się nic. To piękne mistyczne zjawisko było manifestacją kolejnego fiasko przewidywanego końca świata, oraz okazało się chłodnym prysznicem, dla fanów celtyckich kapłanów (te zielone zgredy na pewno planowały coś na ten dzień).

Ten dzień był oczywiście wyjątkowy. Właśnie tego dnia dokonano rozbioru Neapolu, odbyła się premiera filmu Wywiad z wampirem no i ojczyzna odzyskała wolność. Święto oczywiście po raz kolejny pokazało to kim jesteśmy. Warszawa stała się areną walki pomiędzy Prawdziwymi Polakami, a  Autentycznymi Polakami. Z ich starcia wynikło nic.

Wróćmy jednak do końca świata. Nie wiem już co miało nas zabić. Meteor, słońce, a może nawałnica drewnianych durszlaków chińskiej produkcji. Jestem zawiedziony, że po raz kolejny wielkie wróżby spełzły na niczym. Zacznę chyba pisać zażalenia (skierowane ogólnie do świata), a tych co wieszczą zagładę pozwę za straty moralne. A może dzisiaj mieliśmy żyć, tylko wyjątkowość tej daty automatycznie nakierowała mnie na to, że apokalipsa będzie realna?

Założę się, że tysiąc lat temu to musieli mieć imprezę. Wiecie, gniew boga (-ów), dywersja szatana i takie tam…

Ech, chyba nie mam nic lepszego do robienia.

Blog status: revived

Rootnode zaliczył poważnego fuckup’a, a wraz z nim ten blog. Przepadły wszystkie wpisy, szablon, pluginy itd. Ja oczywiście nie zrobiłem sobie backupów przez co musiałem się troszkę nagimnastykować z przywróceniem danych. Większość postów odzyskałem dzięki starej bazie postów z Jogger.pl. Te po prostu zaimportowałem korzystając ze skryptu JoggerLaunch. Większy problem był z nowymi postami. Ich kopii nie było nigdzie.

Na szczęście z pomocą przyszedł Google. Okazuje się, że Google Reader przechowywał skeszowanego feeda RSS. Wystarczyło z niego przekopiować treść notek i tak udało mi się je zachować ;) Niestety nie ma zdjęć. Trudno, strata jest mała.

Odnośnie całej sytuacji na RN. Jak zwykle adminom dostały się poważne zjeby. Początkowo w mym mini załamaniu chciałem zrobić to samo. Szybko się jednak opanowałem – takie rzeczy mogły się wydarzyć, a RN nie oferuje stu procentowej skuteczności. Co więcej, brak backupów był moją winą, także biję się teraz w pierś ;) Przygotowałem jakiś prowizoryczny system do backupów, także w razie kolejnych problemów powinienem postawić bloga o wiele szybciej.

Koniec świata

Informacja o tym, że dzisiaj jest koniec świata po raz kolejny mnie serdecznie rozbawiła. Czasami to dochodzę do wniosku, że jeszcze większą radość miałbym z tego gdyby faktycznie tak by się stało. Ogólny spisek świata i żydów w końcu doszedłby do skutku.

Dzisiejszy dzień jest nieco inny. Inny dlatego, że nazwano go “dniem sądu”. Inny również dlatego, że podano dokładną godzinę zagłady. Całkiem niedawno minął dzień, w którym Skynet powinien przejąć kontrolę nad bazami wojskowymi i rozpocząć nuklearny atak. Może biedak złapał jakiegoś laga, lub nie zdążył wgrać ostatnich patchy i dopiero teraz zabiera się za zagładę ludzkości?

Druga sprawa – dokładna godzina końca. Ciekaw jestem jak to będzie wyglądało. Co chwila w innej strefie czasowej będzie następować koniec świata? Z tego co się orientuję, to na chwilę obecną Australii już powinno nie być. A może chodzi o jakąś konkretną strefę czasową? Ciekawe, która z nich będzie tą zgubną. Podejrzewam, że będzie któraś ze stref w której znajduje się USA. W końcu to ten kraj lubi decydować o losach świata.

Jest jeszcze trzecia zabawna sprawa dotycząca tej daty. Na Youtube znalazłem całkiem sporo filmów wyjaśniających dlaczego właśnie dzisiaj umrzemy. Najlepszy z nich rozpoczynał się od stwierdzenia, że “tylko bóg zna datę końca świata”. Dla uproszczenia sprawy zakładam, że chodzi o jedynego słusznego boga katolików (albo muzułmanów, niech wygra lepszy). Skoro tylko on zna odpowiedź na to frapujące pytanie to dlaczego my znamy tą datę? Czyżby sam bóg wcielił się w postać kaznodziei aby dla zabawy ludzi postraszyć? Ponoć w Biblii są odpowiedzi. Kolejne tłumaczenia próbują nawiązać do tej ciekawej książki, natomiast jakoś to się kupy nie trzyma.

Jak to zwykle bywa przy okazji tego szczególnego wydarzenia zawsze zastanawiam się nad tym, czy nie zadłużyć się maksymalnie i jechać w świat bawić się do upadłego. Nawet jeśli plan końca świata nie wypali to mogę znaleźć “proroka”, który ogłosił tą datę i oskarżyć go o oszustwo czyż nie?

Pomijając już wszelkie rozterki finansowo-dokumentalne zastanawiam się jeszcze nad jednym. Jak ten koniec świata (o ile w ogóle będzie) będzie wyglądał? Przyjdzie Armageddon, który zmiażdży nas w akompaniamencie niszczonych budynków? Planeta wybuchnie, a może zgładzi nas jakaś obca cywilizacja? A może po prostu nasz film zwyczajnie się urwie i nastąpi pustka?
Moje początkowe teorie dotyczące koncepcji końca świata ograniczały się zawsze do jednego – koniec świata nastąpi wtedy kiedy moje ciało umrze. Teraz to się troszkę zmieniło, ale mimo to jakoś nie potrafię sobie wyobrazić lepszego scenariusza na zakończenie żywota wszystkich istot.

Miniblog: Brzydkie kaczątka

Wyobraźcie sobie dziewczynę, której włosy przypominają zużytą miotłę, twarz wygląda jak zardzewiała łopata, a na to są naklejone dwa wielkie białe koła. Tak wygląda “laska”, która dawniej faktycznie była wyjątkowo ładna. Tego odkrycia dokonałem podczas niedawnego pobytu w rodzinnych stronach. Wiele dziewczyn, które pamiętam jako “ładne” wyglądają teraz jak “kurwimopy”. Co ciekawe spotkałem też dziewczyny, które dawniej raczej nie prezentowały się zbyt dobrze aż tu nagle okazuje się, że potrafią się ubrać z gustem i wyglądają naprawdę dobrze. Brzydkie kaczątka?

Przeczytane: Miroslav Žamboch – Wylęgarnia

Wystarczy mit i wiara ludzi aby stworzyć półboga. Marika, zwykła dziewczyna, jeszcze nie wie, że przez przypadek zostanie częścią takiego mitu. Wplątana w porachunki mafijne odkrywa swoje nowe umiejętności. Jako półbóg (lub demon) weźmie udział w walce z innymi demonami.

Nie przychodzi mi nic innego także taki akapit pozostawiam tytułem wstępu. Ten akapit jako rozwinięcie będzie kilku zdaniowym opisem wrażeń z czytania książki. Zacznę od tego, że od samego początku jest akcja. Na początku dość delikatnie. Jeden trup, potem kolejny. Później kogoś się positkuje, a ten ucieknie itd. Później to mamy już krwawą juchę na całego. Po co broń skoro można przeciwnika rozerwać własnymi rękoma (lub ostrzami)?

Przedstawione jest kilka różnych wątków, które w pewnym momencie się łączą. Autor dokonuje translacji pojęć mitologicznych na język fizyki. Chyba mu się to udało, ponieważ w pewnym momencie przestałem rozumieć używane pojęcia. Wolałem (podobnie jak główna bohaterka) zadowolić się pojęciami mistycznymi.

Najbardziej podobał mi się wątek dotyczący tego skąd się biorą półbogowie (lub demony). Otóż tak jak wspomniałem – wystarczy mit i wiara ludzka aby tego dokonać. Aby zostać bogiem trzeba czegoś więcej – znaleźć osobę, która ma dowód boskości, a mimo to w niego nie wierzy.

Lektura wciąga. Wraz z czytaniem coraz bardziej chce się poznawać dalsze losy bohaterów, przez co oba tomy zostały skonsumowane w niecałe dwa tygodnie. Osobiście polecam.

Żywiołak – Nowa Mix-Tradycja

Gdy dowiedziałem się, że Żywiołak wyda nowy album to cieszyłem się niepomiernie. Później okazało się, że mają to być zremiksowane utwory z pierwszego krążka i mój zachwyt opadł. Wersja techno? Troszkę to nie pasuje do muzyki określanej często jako pagan-metal. Album “Nowa Mix-Tradycja” został wydany niedawno, całkiem ciężko było go zdobyć. Na szczęście czego nie ma w Internecie jest jeszcze w realu. Dzięki uprzejmości sieci Empik udało się po jakimś czasie odebrać zamówiony album.

Przyznaję, remiksy są na poziomie. Każdy z DJów postarał się o własną interpretację remiksowanego utworu. Nie są to zwykłe “łupanki”. Niektóre kawałki są dynamiczne, inne mniej. Trochę brakuje wokali. Niektóre utwory dość mocno przeplatają oryginalną ścieżkę, inne trzymają się jedynie melodii i wokalu. Jaki to daje efekt? Jest mrocznie, chłodno, ponuro. Jest też dynamicznie, skocznie, oraz na swój sposób “ostro”.

Albumu nie polecę tym, dla których nie ma innej muzyki poza rockiem/metalem. Prawdziwi fani również mogą się w pewnym sensie zawieść. To nie jest taki “prawdziwy” Żywiołak. Mnie ten album uwiódł. Podoba mi się to nowe brzmienie. Szkoda tylko, że to wszystko trwa tak krótko.

Ps. Na albumie znajduje się również mały bonus – utwór “Rolnik” (tym razem nie remiksowany). Ci co byli na koncertach Żywiołaka na pewno skojarzą :)