Archive | Studia RSS for this section

Miniblog: Niechęć do PG

Wraz ze zbliżającą się sesją, oraz natłokiem wszelkiej maści dziwności doszedłem do momentu kiedy to moja niechęć do politechniki wzrosła do poziomu nienawiści. Nienawiści tak absurdalnej, że dzisiaj mój dzień skwasiła zamknięta furtka, która jeszcze dzień wcześniej była otwarta. Przez nią musiałem obejść parking, aby trafić na wydział.

Wczoraj było podobnie. Wkurzyły mnie drzwi z napisem “otwarte od 8.00 – 17.00″, które okazały się być zamknięte we wspomnianym przedziale czasowym. Poirytował mnie brak wody na jednym z pięter, oraz brak świeżego powietrza na innym.

Jeszcze trochę, a spalę tę budę. Najpierw jednak rzucę na jej teren jakieś potężne zaklęcie (typu “całka kadabra”), a później przejdę się z siekierą po wydziale. Chyba muszę odpocząć.

Wakacje

Sesja jest już za mną. Właściwie to pozostała w zawieszeniu, trzeba będzie się przygotować na kampanię wrześniową (oby to był Blitzkrieg). Uwaliłem dwa przedmioty, z czego jeden ewidentnie na własne życzenie. Postanowiłem potraktować wykładowców w taki sam sposób jak oni nas. Wprawdzie było to z góry skazane na porażkę, bo moje fochy i tak nie miały żadnego wpływu na ich działania.

W każdym bądź razie zaczynają się wakacje. Kompletnie nie wiem co będę robić. Perspektywa wolnych weekendów wiąże się z myślą siedzenia w mieszkaniu. Nie mam nawet zaplanowanego urlopu. Tym razem zapowiada się dość posępnie. Chyba, że pewne osoby/zdarzenia zmienią ten stan rzeczy.

Jedynym solidnym postanowieniem jest wypad nad jezioro, nie jeden. Rok temu, będąc w rodzinnych stronach, praktycznie ani razu nie miałem okazji się poszlapać w jeziorze. Jakoś tego brakuje, zwłaszcza, że dawniej dzień bez wypadu nad jezioro był dniem straconym.

Już teraz wolne chwile spędzam na częstych wypadach na rolki – jest to skuteczny ubijacz wolnego czasu. Będąc sam zupełnie nie wiem co mam ze sobą zrobić, brakuje jakiś sensownych inspiracji do działań.

Jeśli się uda to jadę na weekend do Kuchar na letni kurs medytacyjny. Z dniem dzisiejszym rozpoczynam również praktykę małego schronienia. Po jej ukończeniu przyjdzie czas na rozpoczęcie Nyndro.

Mimo posępnego wyrazu notki nie jest źle. Doskwiera w pewnym sensie samotność, ale na szczęście są osoby, dzięki którym przestaję ją odczuwać. Póki co przyszłość nie wydaje się być różowa, chociaż nie specjalnie się tym przejmuję. Nie ma sensu wybiegać za bardzo do przodu kiedy trzeba się skupić na tym co jest teraz. W ten sam sposób postaram się wykorzystać wszelkie możliwości jakie mi się nadarzą.

Study = Fail

Study = fail

Pomyślałem sobie o tym jak bardzo nie znoszę swojej uczelni i przypomniał mi się tekst, który przewija się na wielu memach – haters gonna hate. Taak, to wyjątkowo pasuje do mnie. Do tej pory nie specjalnie mogłem skumać o co chodzi z tym tekstem..

Studencie, nauczymy Ciebie złych nawyków!

Gdy zobaczyłem wczoraj treść laborki z przedmiotu “Bazy danych” to prawie się przewróciłem. Mieliśmy przepisać kod w “PHHPTML” (czyli mix PHP i HTML). Kod pełen błędów i rozwiązań rodem ze średniowiecza Internetu.

Patrzałem na wylistowany kod i przez kolejne minuty próbowałem zgłębić jego tajemnicę. Dopiero po zapytaniu prowadzącego dowiedziałem się, że mamy wykorzystać CRUD. Owa instrukcja miała wstępnie wyjaśnić czym jest PHP, jak z jego poziomu łączyć się z bazą PostgreSQL oraz jak wykonywać zapytania.

Pomijając to pokazano ładny przykład jak robić strony za pomocą PHHPTML, czyli totalnego wymieszania kodu PHP z HTMLem. Do tego okazało się, że połowa kodu HTML była wadliwa (niezamknięte tabele, zagubione komórki etc), a kod PHP był w pełni zabugowany.
Naprawdę nie rozumiem po co pokazywać studentom jakiś język programowania, w tak debilny sposób. Nie dość, że ten przykładowy kod pokazuje możliwie najgłupsze rozwiązanie to jeszcze nie działa.

Czy jest sens aby uczelnia kazała studentom przerabiać języki programowania po łebkach? Później przychodzą do pracy ludzie, którzy mówią, że znają język a mają problem z testem FizzBuzz. Nie lepiej skupić się tylko na dwóch, trzech językach programowania i nauczyć ich porządnie?

Miniblog: Płać i spier*

Politechnika Gdańska wie jak zirytować. Osiem godzin wykładów w sali, która nie jest ogrzewana potrafi skutecznie człowieka wkurzyć. Samo siedzenie w kurtkach nie wystarcza, jeszcze trochę a będzie trzeba się ściskać jak sardynki aby było w miarę ciepło. Ogrzewanie? Gdzie tam, czasami odnoszę wrażenie, że na dworze jest cieplej.
A może jest tak, bo boją się, że z nadmiaru wiedzy nasze mózgi się przepalą?

A wszystko to w myśl zasady płać i dziękuj, że możesz nam zapłacić.

Miniblog: czego nauczyłem się w tym semestrze

Ano tego, że często można zupełnie olać przedmiot, a i tak się go zaliczy. Weźmy taką matematykę dyskretną. Były kolokwia, było zaliczenie. Na żadne z nich się nie uczyłem. Tak szczerze mówiąc było to celowe – czas poświęciłem na naukę fizyki.

W zadaniach oddawałem odpowiedzi tylko na to co w ogóle kojarzyłem i pamiętałem z poprzednich lat. Mimo mojego przekonania, że nie zaliczę okazało się, że dostałem 3 :D

Pewnie trzeba też uwzględnić fakt, że obniżono próg do 40% :P

Miniblog: Sesyja

Skoro mamy tematy około sesyjne stwierdziłem, że również słowem wspomnę o tym. Zawsze mnie to zastanawiało jakim to cudem wszystko zwala się w czasie sesji. Wiadomo, część z tego to zwykłe lenistwo studenta, który postanawia się uczyć dzień przed egzaminem. Czy jest coś jeszcze? Myślę, że przykład jaki idzie z góry. Prowadzący zajęcia również mają brzydki zwyczaj robienia wszystkiego jak najpóźniej. Tak więc poza samymi egzaminami jest masa zaliczeń, projektów i innych dziwnych rzeczy do zrobienia.

Mówi się, że przykład idzie z góry. Skoro tzw ciało pedagogiczne pokazuje nam, że wszystko najlepiej zrobić na sam koniec to czy my podświadomie robimy dokładnie tak samo?

Co mnie irytuje u wykładowców?

Wycinek jednego z materiałów

Głównie to ich lenistwo. Może jestem nieukiem, ale strasznie mnie wkurza to, że takiemu wykładowcy nie chce się nawet porządnie przygotować własnych materiałów. Później przyjdzie taki na wykład, wyświetli slajd ze swojego “materiału” i zacznie go czytać.

Jeśli ktoś czegoś nie zrozumie to on tylko uda zdziwienie i powie “no jak to pan nie rozumie? przecież jest napisane“. Wydaje mi się, że jeśli na tym polega bycie wykładowcą to w sumie nadaję się na tą fuchę.

Konsultacje online

Już raz (o ile nie więcej) zdarzyło mi się narzekać na studia. Zwłaszcza zaoczne. To co frustruje mnie to fakt, że szanowne grono akademicke przewiduje konsultacje zazwyczaj w środku tygodnia, dodatkowo w godzinach popołudniowych.

Nie jestem może osobą, która nader często korzysta z takich dobrodziejstw, ale mimo to kiedy chcę skorzystać z czegoś takiego to nawet nie mam jak. Mając pracę nie mogę za każdym razem brać wolnego, żeby lecieć coś załatwić.

W tym momencie chciałem pochwalić platformę Moodle, którą PG posiada. Co ciekawe ze wszystkich moich wykładowców tylko jeden w ogóle z tego korzysta. Najlepsze jest to, że raz w tygodniu udziela konsultacji online via Moodle. Muszę przyznać, że dla osoby w mojej sytuacji jest to naprawdę niesamowite dobrodziejstwo. Mogę normalnie pracować, a później spokojnie wskoczyć na neta i wyjaśnić te rzeczy, których nie rozumiem. Szkoda, że większość wykładowców nie czyni podobnie.

W sumie troszkę mnie zastanawia ten fakt, bo mimo to PG wydaje się być uczelnią techniczną, a grono wykładowców sprawia wrażenie ludzi “zacofanych”. Niby jest ten internet, ułatwienia w komunikacji, a oni klasycznie – karteczka, wizyta, konsultacje “nie online”.

Studia zaoczne – za co ja płacę ?

Czasami w życiu trzeba zadać sobie zajebiście ważne pytanie. Moje pytanie – za co ja płacę? Studia zaoczne wydawały się cudownym sposobem na pogodzenie pracy oraz zdobycia jakiegoś wykształcenia. Zamiast tego mam pracę i morderczy weekend, z którego wynoszę więcej bullshitu niż jakiś wartościowych rzeczy.

Ponieważ ja płacę (i to nie mało) to mam podejście do uczelni bardziej w sposób klient-sprzedawca. Jak łatwo się domyślić, to ja jestem tym klientem. A uczelnia jest tym sprzedawcą. Sprzedawca nie musiał się namęczyć, żeby mi wcisnąć swój towar. Co więcej wcisnął kit i posypał go lukrem.

Odnoszę wrażenie, że sytuacja wygląda w taki sposób, że ja płacę, a uczelnia udaje, że mnie uczy. Kilkugodzinne wykłady są zwyczajnie nudne. Często jest tak, że po godzinie zajęć nie wiem jak mam na imię i to wcale nie jest spowodowane moim ogólnym zmęczeniem. Zdaje się, że moje pieniądze opłacają osoby, które “poświęcają” się przychodząc w weekendy i po raz n-ty mówiąc dokładnie to samo co innym.

Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale IMHO połowa z wykładowców w ogóle nie powinna prowadzić wykładów. Widać, że mają wyjebane na to, że połowa sali przestaje kontaktować. Oni po prostu nadal klepią swoje.

Owszem, co niektórzy się troszkę starają. Mam też takich wykładowców, co tłumaczą coś nawet sensownie i da się tego słuchać. Niestety oni są tylko malutką mniejszością, z resztą przedmiotów przecież też trzeba sobie poradzić. Jest to ciężkie zwłaszcza, że prowadzący nie ułatwiają nauki.

Osobiście jestem pełen podziwu dla moich zajęć z angielskiego. Serio, ja też mógłbym być takim “lektorem”. Zajęcia grupy zaawansowanej, do której należę, polegają na przetłumaczeniu na angielski listy słówek i pytaniem “czy potrzebujecie więcej czasu? ok, to poczekamy kilka minut”.

Nosz kurwa, płacę za własną naukę, to dlaczego do ciężkiej cholery jestem traktowany jak debil? Rozumiem, że mam zdecydowanie mniej czasu na przekazanie wiedzy w całości i zazwyczaj jedzie się po łebkach. Ale dlaczego w takim razie zajęcia za moje pieniądze są prowadzone w taki sposób, że nic z nich nie wynoszę ?

Tutaj nawet nie chodzi o to, że nie chcę się czegoś nauczyć. Chcę, za to płacę. Jednakże sposób prowadzenia zajęć sprawia, że mam serdecznie wyjebane na tzw. “studia”. Serio, zły nauczyciel potrafi skutecznie zabić chęć kształcenia się. To samo ma się nawet na studiach. Co więcej, odnoszę wrażenie, że moje pieniądze idą w błoto bo efektem końcowym będzie prawdopodobnie dyplom poparty szczątkową wiedzą.